Ciało, które pamięta

Ciało, które pamięta

Katarzyna Bocheńska-Włostowska

Dom duszy

Gdy psychika cierpi, cierpi też ciało. Kiedy kotłują się nam w głowie myśli, idziemy na spacer, żeby zmęczyć ciało, bo wówczas lepiej nam się myśli i opuszczają nas emocje. Zjawisko samookaleczeń to też efekt synergii ciała z umysłem. Samookaleczający się mówią, że ból fizyczny bywa wyzwalający od cierpień duchowych, ale jest też sposobem na zwrócenie na siebie uwagi. 

Ciało rejestruje nasze życie, czasem lepiej niż pamięć. Reaguje, przypomina, przechowuje ślady stresu, radości, strachu. Jest pierwszym miejscem, w którym dzieje się życie – zanim zostanie opowiedziane, zrozumiane czy przeanalizowane. Dietetycy, terapeuci często podkreślają, że dopóki nie uporamy się ze swoimi traumami, nie nauczymy się akceptować siebie, nie uporamy się z chorobami metabolicznymi. Zajadanie problemów znane jest wielu osobom. Prowadzi do błędnego koła, chwilowa ulga i wyrzuty sumienia, że znów nie podołaliśmy.

W pułapce ideałów

Niestety, współczesna kultura nie ułatwia nam budowania dobrej relacji z ciałem. Od najmłodszych lat jesteśmy karmieni przekazami, że ciało powinno wyglądać w określony sposób: być jędrne, gładkie, „sprawne”, atrakcyjne. I nawet jeśli wiemy, że to nierealne wzorce – wewnętrzny krytyk potrafi być bezlitosny. Czynniki wpływające na niską akceptację ciała to m.in.:

• Presja mediów i kultury masowej. Promowanie nierealistycznych standardów piękna.

• Doświadczenia z dzieciństwa. Negatywne komentarze ze strony rodziny, rówieśników, doświadczanie przemocy czy zaniedbania.

• Porównywanie się z innymi. Często zaostrzane przez media społecznościowe.

• Niska samoocena ogólna. Problemy z akceptacją ciała są często powiązane z ogólnym niskim poczuciem własnej wartości.

• Problemy zdrowotne i psychiczne. Choroby przewlekłe, zaburzenia odżywiania, depresja, lęki.

W takim świecie łatwo zapomnieć, że ciało nie musi wyglądać „idealnie”, żeby zasługiwać na szacunek. Wdzięczność wobec ciała może być aktem odwagi – i wyrazem głębokiej psychicznej dojrzałości. Jak to osiągnąć?

Praktyka wdzięczności

Psychologowie mówią dziś dużo o mocy wdzięczności – nie tylko wobec innych, ale też wobec siebie. Wdzięczność wobec ciała nie polega na wmawianiu sobie, że wszystko w nim jest piękne i doskonałe. To raczej uznanie: Mimo bólu, zmęczenia, zmian – dziękuję, że jesteś. Że mnie nosisz. Że pozwalasz mi czuć. W zasadzie doceniamy ten fakt często po czasie. Jak szwankuje nam ciało, jak zaczynamy być niedołężni, kiedy nie jesteśmy już samowystarczalni, marzymy, że może jutro będzie lepiej, trochę czekamy na cud. 

Ciekawą praktyką terapeutyczną jest pisanie listu do własnego ciała. Można zacząć prosto: Drogie nogi dziękuję Wam, że unosiłyście mnie dzisiaj przez cały dzień, moje spracowane ręce, co ja bym bez Was zrobiła itd. To może być wzruszające doświadczenie. I pierwszy krok ku uzdrowieniu relacji z samym sobą.

Ciało jako kronika życia

Każda zmarszczka, każda blizna, każda zmiana na ciele to zapis historii – dowód na to, że żyjemy, że przechodziliśmy przez różne etapy, zmagania, radości. Ciało nie jest projektowane po to, by było wieczne. Jest po to, byśmy mogli przeżyć życie – jak najpełniej. Tylko dojrzali i mądrzy ludzie uważają, że starzeć się trzeba umieć z godnością, i nie uciekają się do nadmiernej ingerencji w wygląd swojego ciała. Nie oznacza to naturalnie lekceważenia, skrajnej nieodpowiedzialności wobec swojego ciała. 

Wdzięczność wobec ciała to także zaakceptowanie tego, że się ono zmienia. I że w tych zmianach wciąż jest wartość, sens, obecność. Oczywiście to nie jest proste. Każdy chce być młody, piękny i bogaty. A nasze ciało nie jest doskonałe. Ale nasze myśli też nie są zawsze klarowne i godne ujawnienia, ani nasze czyny nie zawsze dobrze świadczą o nas. Więc może z tą samą miarą trzeba podchodzić do ciała, z wyrozumiałością ale i szacunkiem, z chęcią wsparcia go i akceptacji. Ciało pamięta ważne chwile, doświadczenia. Kulimy się, gdy nas coś dotknęło, gdy ludzie nas skrzywdzili. Z naszej głowy mogliśmy wyrzucić przykre doświadczenia, ale ciało je zapamiętało i będzie reagować pod wpływem tych zdarzeń. Ciało i umysł tworzą integralną całość. Zrozumienie somatycznych zachowań ludzkich pozwala lepiej dobrać metody terapii. Ciekawym zagadnieniem jest neuroplastyczność i poznanie ucieleśnione (Embodied Cognition). Neuroplastyczność odnosi się do zdolności mózgu do reorganizacji poprzez tworzenie nowych połączeń neuronalnych w trakcie całego życia. Poznanie ucieleśnione to teoria sugerująca, że wiele cech poznania, zarówno ludzkiego, jak i innego, jest kształtowanych przez aspekty całego ciała, organizmu. Oznacza to, że nasze fizyczne doświadczenia i interakcje ze światem bezpośrednio wpływają na nasze myśli i percepcję, wzmacniając ideę, że umysł nie znajduje się tylko w mózgu, ale jest rozmieszczony w całym ciele.

W obszarze badań kontaktu i zależności ciała i umysłu znajduje się także psychoneuroimmunologia, która bada interakcje między procesami psychologicznymi a układem nerwowym i odpornościowym. Badania PNI wykazały, że stres, emocje i stany psychologiczne mogą bezpośrednio wpływać na funkcje odpornościowe, czyniąc nas bardziej lub mniej podatnymi na choroby. Zapewnia to naukową podstawę dla idei, że „gdy cierpi psychika, cierpi także ciało”.

Czasami zastanawiamy się dlaczego czegoś nie lubimy lub obawiamy się określonych sytuacji, na przykład psów. Nie rozumiemy naszych obaw wobec tych zwierząt. Tymczasem może być tak, że wcześniej nasze ciało doświadczyło jakiegoś zdarzenia z udziałem psa. Umysł wymazał tę historię z pamięci, ale nasze ciało pamięta. Sporo o takich sytuacjach i terapiach, które nie wiążą się z dotykiem ciała pisze w swoich publikacjach Babette Rothschild. Psychoterapeutka ta koncentruje się na problemach psychofizjologii traumy, pamięci somatycznej, bezpiecznej terapii traumy, zapobieganiu wtórnej traumatyzacji oraz wypaleniu zawodowemu u pomagających, a także integracyjnemu podejściu terapeutycznemu.

Ciało pamięta, i my pamiętajmy o tym.