„To się nie dzieje”, czyli historia bez znieczulenia

„To się nie dzieje”, czyli historia bez znieczulenia

Agata Jabłonowska-Turkiewicz

Pierwszy pełnometrażowy film fabularny Artura Wyrzykowskiego to gęsta od strachu historia o nastoletnim zabójcy i jego ojcu. Strachem głównych bohaterów przesiąka też widz. To w końcu thriller. Jeśli szukamy w kinie wytchnienia, pocieszenia, odpowiedzi na jakieś pytania, to produkcja Wyrzykowskiego nam tego nie dostarczy. Wychodząc, pytań będziemy mieli znacznie więcej niż byśmy przypuszczali jeszcze przed seansem.

 

To historia, która „nie powinna się zdarzyć” – tak często się mówi, kiedy dziecko zabija dziecko. Ale to się jednak dzieje, nie tylko w sali kinowej, ale w otaczającej nas rzeczywistości. Wystarczy przypomnieć historię z Jeleniej Góry, kiedy dwunastolatka raniła śmiertelnie nożem swoją o rok młodszą koleżankę. 

Ojciec

Portret nastoletniego zabójcy to bardziej pretekst dla Wyrzykowskiego do opowiedzenia o rodzicielstwie niż cel sam w sobie. Jak w tej ekstremalnej sytuacji może zachować się ojciec? Co w ogóle oznacza bycie ojcem? 

Filmowy Bartek (Tomasz Schuchardt) będzie chronić swojego syna Daniela (Borys Otawa). To naturalny odruch, jednak czy w ten sposób na pewno mu pomoże? A może nie tylko o ratowanie syna tu chodzi? Może planowana wraz z Danielem ucieczka poza granice kraju to też, albo przede wszystkim, próba ochrony swojego ojcowskiego wizerunku. „Nie mogę go znów zawieść” mówi Bartek, wspominając wakacje sprzed lat, kiedy będąc pod wpływem alkoholu nie zauważył, że syn tonie. Dziecko uratowała uwaga postronnej osoby. Bartka nie było przy synu również później, rozstał się z jego matką, a w chwili, kiedy go poznajemy, buduje życie z inną kobietą. Dużo pracuje, ratuje z opresji m.in. polityków. To wiemy z jego rozmów telefonicznych. Ojciec, któremu się zawsze udaje, ojciec, który ma nad wszystkim kontrolę i zawsze znajduje rozwiązanie – oto Bartek. Tak mówi sam o sobie, tak myśli o nim syn.

Macocha

Maja (Paulina Gałązka) kocha Bartka, chce z nim spędzić życie, a pomysł partnera, żeby chronić syna przed wymiarem sprawiedliwości i uciec, burzy ten plan. Nieoczekiwanie więc wspomina, że jest w ciąży, stawiając Bartka przed kolejnym wyborem. Na przemian kneblowana i oswobadzana, raz przez Bartka, raz przez Daniela, uważana raz za sprzymierzeńca, innym za potencjalną zdrajczynię, która może zadzwonić na policję i uniemożliwi ucieczkę obu, sprawia wrażenie osoby bez określonego statusu. Kim dla nastolatka jest „dziewczyna” ojca? Przyjacielem i kimś, kto racjonalnie i obiektywnie potrafi ocenić sytuację? A może odwrotnie – konkurentką, wrogiem? Czy z synem z poprzedniego związku partnera może łączyć dobra relacja? 

Matka

Wyrzykowski podczas jednego ze spotkań towarzyszących promocji filmu wspomniał, że chciał nakręcić kameralną historię dotyczącą rodziny. I tak jest w istocie, z tym jednak zastrzeżeniem, że jest to rodzina bez matki. Podczas seansu słyszymy tylko jej głos w telefonie, kiedy zdruzgotana zadaje byłemu mężowi pytanie „Gdzie my byliśmy?”. Myśli o życiu i dojrzewaniu syna. Zadaje to pytanie, bo czuje, że byli po prostu z mężem nieobecni, niewystarczająco uważni, daleko od własnego dziecka. Dawid mieszkał z matką, u ojca jednak szuka schronienia w sytuacji zagrożenia. Byłemu małżeństwu nie udaje się ustalić wspólnego rozwiązania, nawet nie ma takiej próby, bo głos ojca wydaje się ważniejszy niż matki. Finalnie oboje są bezradni. Bezradność to druga – obok strachu – emocja, którą obserwujemy na ekranie. Może takie jest rodzicielstwo, choć trudno to komukolwiek przyznać…

Syn

 

Choć fabuła filmu ogniskuje się wokół wydarzenia, którego sprawcą jest Daniel, kamera nie skupia się tylko na nim. Właściwie do ostatnich minut filmu nie znamy motywu jego działań, ot – raniłem śmiertelnie kolegę, zdarza się. Daniel ma dziecinną twarz, ale oczy przeczą niewinności. Należy się w tym miejscu ukłon w stronę osoby, która kompletowała obsadę filmu. Zaangażowani aktorzy wywiązują się ze swoich ról mistrzowsko. 

Operator kamery (Artur Wilczyński) bardzo wnikliwie przygląda się wszystkim bohaterom. Widz czuje ich niespokojne oddechy, a obserwując pot na ich czołach, ma ochotę przetrzeć chusteczką twarz. Daniel też się poci, ale zdaje się, że mniej niż ojciec. Boi się, jednak jest pewny, że tata rozwiąże jego problemy. Co z odpowiedzialnością? To pytanie trzeba sobie zadać. Nie możemy mówić o wychowaniu i rodzicielstwie bez tej kategorii. Czy można zbudować nowe życie bez opłacenia rachunku za stare grzechy? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba udać się do kina.

„To się nie dzieje” to kino mocne, drażniące, które nie pozostawia złudzeń.