SZKOŁA MUSI BOLEĆ?

SZKOŁA MUSI BOLEĆ?

Katarzyna Bocheńska-Włostowska

Historia edukacji, wychowania wielokrotnie uzmysławia nam, że jak to utrzymywano w średniowieczu „szkoła musi boleć.” W szkołach przyklasztornych szkoła bolała fizycznie, wymierzanie kar cielesnych było na porządku dziennym i towarzyszyło szczytnym ideom edukacji. Ten surowy paradygmat, oparty na przekonaniu, że ból fizyczny i psychiczny jest nieodłącznym elementem procesu uczenia się, przetrwał w różnych formach przez stulecia.

Jak było ?

Przez wieki bicz, rózga czy klaps były narzędziami pedagogicznymi, mającymi zdyscyplinować i wymusić posłuszeństwo. Celem nie było tylko przekazywanie wiedzy, ale również kształtowanie charakteru poprzez uległość i bezwzględne podporządkowanie się autorytetom. W czasach nowożytnych, choć formy kar cielesnych zaczęły być stopniowo kwestionowane, idea „trudu” i „dyscypliny” jako fundamentów edukacji pozostała silnie zakorzeniona. Wielu pedagogów, nawet tych postępowych, uważało, że prawdziwe poznanie wymaga wysiłku, a ten wysiłek nierzadko wiąże się z frustracją, zmęczeniem i przekraczaniem własnych granic. Szkoła, postrzegana jako kuźnia umysłów i charakterów, miała hartować ducha i przygotowywać do życia, które również miało być pełne wyzwań i trudności.

Jak jest?

W XXI wieku, otwarcie odrzucamy przemoc fizyczną jako metodę wychowawczą. Koncepcja, że „szkoła musi boleć” w dosłownym tego słowa znaczeniu, jest powszechnie uznawana za przestarzałą i szkodliwą. Współczesna pedagogika kładzie nacisk na motywację wewnętrzną, rozwój kreatywności, samodzielne myślenie oraz budowanie pozytywnych relacji między uczniem a nauczycielem. Dążymy do stworzenia środowiska, w którym nauka jest przyjemnością, a nie przykrym obowiązkiem.

Jednakże, czy ból, choćby symboliczny, całkowicie zniknął ze szkolnych murów? Niekoniecznie. Współczesna „bolesność” może przybierać inne formy:

Nadmierne obciążenie nauką, ciągła rywalizacja, stres związany z egzaminami i ocenami mogą prowadzić do wypalenia, lęku i problemów zdrowotnych u uczniów.

Trudności w adaptacji, wykluczenie ze strony rówieśników, a nawet cyberprzemoc, mogą być źródłem głębokiego cierpienia psychicznego.

Nauczyciele, którzy nie potrafią dostosować się do indywidualnych potrzeb uczniów, stosują monotonne metody lub nie potrafią zainteresować przedmiotem, mogą sprawić, że nauka stanie się frustrującym i bolesnym doświadczeniem.

Uczniowie z trudnościami w nauce, problemami osobistymi czy odmiennymi stylami uczenia się, często czują się niezrozumiani i pozbawieni odpowiedniego wsparcia, co prowadzi do poczucia bezradności i porażki.

Rodzice, którzy zbyt natarczywie narzucają swoje oczekiwania wobec dziecka, ale także zabiegający o to, by wywrzeć wpływ na nauczyciela i szkołę, stawiają ucznia w mało korzystnej sytuacji społecznej. Presja rodziców odbiera mu prawo do podejmowania decyzji i zachowania dystansu do swoich spraw. Ponadto rodzice poprzez swoje naciski zmieniają bieg rzeczy, ale też oczekują w zamian uległości i wdzięczności.

Rodzice i uczniowie coraz bardziej nie lubią szkoły. Traktują ja często jak zło konieczne. Szkoła ich zdaniem ciągle nie spełnia ich oczekiwań. Nauczyciele są zbyt wymagający albo mało angażujący się. Programy nieprzystające do szybko zmieniającej się rzeczywistości.

Czy szkoła, która boli dotyczy tylko ucznia?

 

W historii wychowania niewiele mówi się o tym, że nauczyciele od wieków traktowani są nie do końca z szacunkiem. Wspomina się o ich roli i czasami podrzędnym traktowaniu, ale badacze zwyczajowo koncentrują się na uczniu. Tymczasem, szkoła też czasami boli nauczyciela. Nie dlatego, że się nie nadaje na nauczyciela, wybrał ten zawód z konieczności, ale dlatego że relacje jakie panują w szkole, zasady zarządzania placówką, konstrukt relacji narzuconych na kontakty z rodzicami i uczniami są wadliwe i stawiają jedną ze stron z góry w gorszym położeniu. Każdy pracujący w tym zawodzie znajduje się pod presja opinii przełożonych, uczniów, rodziców i kolegów z pracy. Dodajmy do tego opinię publiczną i zauważymy, że być nauczycielem to być żółwiem mającym twardą skorupę chroniąca przed nadmiarem oczekiwań i otrzymywanych razów. Tu trudno o bycie człowiekiem środka. Donosisz, fatalnie, nie donosisz znaczy się jesteś z układu. Stawiasz jedynki znaczy się nie umiesz uczyć, nie stawiasz, podlizujesz się uczniom i niczego ich nie nauczysz. Plotkujesz w pokoju nauczycielskim i wynosisz stamtąd złe emocje, cierpisz bo czujesz się jak po spotkaniu z wampirami emocjonalnymi, nie plotkujesz, alienujesz się, to nic tylko zadzierasz nosa. Uczniowie cię lubią, ciekawe dlaczego, bo z zasady nikogo nie powinni akceptować. Trzeba ci popsuć i te relacje z uczniami, bo tak nie może być. Pomalowałaś sobie salę w czynie społecznym i nie błagasz dyrekcji o naprawienie czegoś w sali, to nic tylko masz za dużo pieniędzy i jesteś nadgorliwa. Możemy wymieniać w nieskończoność.

 

Szkoła boli. Boli bo relacje międzyludzkie i przyzwoitość są passe. Bo szkołę obarcza się odpowiedzialnością, którą powinni ponosić wyłącznie rodzice. Boli, ponieważ poprzednie pokolenia dość łatwo zdobyły dyplomy i żyją w przeświadczeniu, że nie wiedza w życiu się liczy a spryt. Obniżyła się ranga wykształcenia i zawodu nauczyciela, na sile zaś przybrało załatwianie wszystkiego donosami, przez prawników i skargi, niekończące się skargi. Skargi do wszystkich świętych.