Każdy z nas ma pragnienie sensu

Każdy z nas ma pragnienie sensu

Agata Jabłonowska-Turkiewicz

O świecie wartości, które nadają sens naszemu życiu, emocjach, które są ważne, ale zmienne i wymiarze duchowym człowieka z dr Romanem Soleckim, logoterapeutą, pedagogiem, psychoterapeutą uzależnień rozmawia Agata Jabłonowska-Turkiewicz. 

– Wyobraźmy sobie sytuację, z którą prawdopodobnie spotyka się Pan w swoim gabinecie, że przychodzi po pomoc człowiek i mówi, że jego życie nie ma sensu. Co Pan mu powie jako logoterapeuta albo – czego ten pacjent na pewno od Pana nie usłyszy?

– Na pewno zapytam go na początku, jak on rozumie sens życia? Czy to jest coś całożyciowego i górnolotnego, czy może jest to konkretny sens, który stracił? Czy był czas w jego życiu, kiedy czuł, że sens jest obecny? Może poczucie sensu było związane z jakąś osobą, która odeszła lub wydarzeniem, jakimś etapem życia, który się skończył? Czasami jest tak, że moi pacjenci deklarują, że szukają sensu od dwudziestu lat i nie mogą znaleźć. W logoterapii ten sens jest do odkrywania/odkrycia codziennie, w każdej chwili, w różnych sytuacjach, „leży na ulicy”, jak mawiał jej twórca, dr Viktor Frankl. Sens jest codziennie nam „podsuwany”, a nie dany raz na zawsze. 

 

– Trudno chyba odnaleźć sens życia po stracie? Jak wypełnić pustkę np. po śmierci bliskiej osoby?

– W logoterapii sens nie jest sztucznie tworzony. Logoterapia uznaje, że są sytuacje bezsensowne, ale istotne jest to, jaką postawę wobec nich przyjmiemy. Sens jest nie tyle obecny w wydarzeniach, ale w tym, jak je przeżywamy, jak niesiemy cierpienie, które samo w sobie może być bezsensowne. W podejściu humanistyczno-doświadczeniowym, jakim jest logoterapia, nie staramy się usensawniać śmierci, ale bardziej postawę, którą pacjent wobec niej może przyjąć. Szukamy wspólnie z pacjentem jak najlepszej postawy wobec tego, co się zdarzyło i czego nie da się zmienić, szukamy zasobów albo obszarów życia, które pozwolą żyć dalej, a których pacjent w tym momencie w ogóle nie zauważa. Fakty nie są tożsame z przeznaczeniem. Żeby wyjaśnić to na konkretnym przykładzie, sięgnę do książki Frankla „Człowiek w poszukiwaniu sensu”, gdzie przywołuje historię mężczyzny w depresji po stracie żony. Ten mężczyzna bardzo cierpiał. Frankl przedstawia mu odwróconą perspektywę i pyta, co by było, gdyby to mąż zmarł pierwszy? To moja żona wówczas by bardzo cierpiała, może bardziej niż ja – odparł pacjent. Zrozumiał, że zostając przy życiu, niejako uwolnił żonę od cierpienia, więc jego ból ma jakiś sens.

 

– Doprecyzujmy – logoterapia nie afirmuje cierpienia?

– Podobnie jak inne nurty egzystencjalne uznaje cierpienie za nieodłączny element życia, ale nie afirmuje cierpiętnictwa. Triada tragiczna, czyli cierpienie, wina i śmierć to wydarzenia graniczne, z którymi każdy z nas będzie musiał się zmierzyć. Jeśli będziemy przed nimi uciekać, pojawi się zaburzenie, więc istotne jest, aby przyjąć wobec nich właściwą postawę.

 

– Mam wrażenie, że źródłem wielu naszych problemów jest mylenie sensu z celem. Wyznaczamy sobie kolejne cele do zrealizowania, traktując je jak sens życia. Tymczasem cel może być nie do zrealizowania, może być przez nas wyznaczony pochopnie, cele ogólnie wiążą się z działaniem, aktywnością, której np. z powodu losowych zdarzeń nie możemy wypełniać. Pojawia się w związku z tym niezadowolenie, poczucie pustki i braku sensu. Czy intuicyjnie dobrze dostrzegam źródło naszych frustracji?

– Istotnie, cel nie może być tożsamy z sensem. Cel może być zrealizowany lub nie, jest zależny od wielu zmiennych. Sens jest natomiast kategorią obiektywną, tak samo jak obiektywny jest świat wartości. Sens JEST i odkrywamy go chwila po chwili. Na taki sens całożyciowy będą składały się nasze codzienne sensy, jak poszczególne kadry składają się na film. Zauważmy, że znając kilka kadrów nie znamy całej fabuły filmu i często sens drobnych zdarzeń nie daje nam od razu, ale dopiero po jakimś czasie, poczucie sensu całożyciowego. Na sens składają się nasze postawy, jakie przyjmujemy wobec życia. Patrząc na konkretne sytuacje powinniśmy się zastanowić, do czego one nas zapraszają, jak na nie odpowiedzieć. Viktor Frankl mówił „Nie pytaj, czego oczekujesz od życia. Zapytaj, czego życie oczekuje od ciebie”. Każdy z nas ma wolę sensu, czy nawet bardziej – pragnienie sensu. Czasami jednak, mimo dobrego rozpoznania, nie mamy odwagi, aby wybrać najlepszą postawę, dzięki której sens mógłby się zrealizować. Pokażę to na prostym przykładzie – wiele razy zdajemy sobie sprawę, że bardzo pomocne dla nas w trudnej sytuacji byłoby zwrócenie się o pomoc do kogoś bliskiego, ale tego nie robimy. Mówimy, że jesteśmy samotni, że nasza sytuacja jest beznadziejna, a przecież byłaby z dużym prawdopodobieństwem lepsza, gdybyśmy komuś zaufanemu się z niej zwierzyli.

 

– Jak logoterapia może pomóc w wychowaniu dziecka, nastolatka? Czy nie jest tak, że obecnie stawiamy przed dziećmi cele (zdaj maturę, skończ studia) i mamy wrażenie, że dzięki temu będą szczęśliwe? Logoterapia to rodzaj filozofii życia, z którą może każdy powinien się zapoznać, nie tylko osoby z problemami, przychodzące do gabinetu psychoterapeuty.

– Logoterapia opiera się na trzech filarach – psychoterapii, filozofii i antropologii. Czasami wręcz zarzucano jej twórcy, że logotorapia jest filozofią w gabinecie, na co Frankl odpowiadał, że to sami pacjenci przychodzą do niego z filozoficznymi pytaniami, a on tylko pomaga im znaleźć na nie odpowiedź. Logoterapia w szerszym kontekście może być stylem życia albo formą profilaktyki. Często moi pacjenci pytają: Dlaczego o tym wszystkim dowiaduję się dopiero teraz? Dlaczego o logoterapii nie dowiedziałem się już np. w szkole? Może dzięki temu uniknąłbym problemów, uzależnienia?

W życiu moich pacjentów często brakuje świata wartości, którego znaczenie logoterapia bardzo podkreśla. Świat wartości ma znaczenie sensotwórcze. Frankl twierdził, że nie możemy w życiu dążyć tylko do szczęścia (chcę doświadczać satysfakcji, sukcesów itp.), bo to może być frustrujące. Szczęście to niejako skutek uboczny realizacji ważnego dla danej osoby świata wartości. Świat wartości obiektywnych jest czymś stałym, do czego mogę się odnieść, co może mnie stabilizować. Kiedy realizuję ważne dla mnie życiowe wartości, efektem tego będzie szczęście, równowaga, radość. Problem polega na tym, że współcześnie odcinamy się od tradycji, religii, kultury i stajemy się coraz bardziej skazani wyłącznie na siebie. Zaczynamy żyć w próżni, bez jakiegoś stałego punktu odniesienia poza mną samym. Kiedy młody człowiek zorientowany jest tylko na cele i efekty (nauka, praca, dobra materialne), a pomija ten świat wartości, które mogłyby go stabilizować, popada w pustkę egzystencjalną. Taki młody człowiek rozsypuje się przy pierwszym potknięciu, nie radzi sobie z emocjami. Mogą pojawić się wówczas nałogi, które pozornie te emocje regulują. Świat wartości, co ważne – nie tylko ten deklarowany, ale przede wszystkim realizowany w życiu – jest konieczny, aby być szczęśliwym. Coraz częściej jednak spotykam się w gabinecie z młodymi osobami, które w ogóle nie potrafią nazwać wartości dla nich ważnych w życiu.

 

– To w takim razie co wymieniają, jeśli nie np. dobro, prawdę, piękno?

– W miejscu wartości pojawiają się emocje. Zamieniliśmy wartości na emocje, bardzo dużo o emocjach mówimy, piszemy. Przypisujemy im nadrzędną rolę w życiu. I oczywiście – one są ważne. W psychoterapii często pytam o nie pacjentów, próbujemy je nazywać, uczymy pacjentów, jak je wyrażać w konstruktywny sposób, jednak trzeba podkreślić, że świat emocji jest bardzo labilny, zmienny. Gloryfikacja emocji kosztem świata wartości spowodowała, że kiedy pytam młodego pacjenta, co jest takim punktem odniesienia, co pozwala mu lepiej rozumieć swoje życie, do czego odnosi się, żeby lepiej zrozumieć siebie, w odpowiedzi słyszę np. „lęk”, „choroba”, czyli akurat to, co przeszkadza w zrozumieniu siebie. To nie są zresztą terminy należące do kategorii świata wartości. Mamy do czynienia z silnym redukcjonizmem, który może być podłożem różnych chorób czy zaburzeń. W życiu brakuje ludziom tego „czegoś więcej”. Możemy mieć poczucie niskiej wartości, ale to nie znaczy, że wartości nie istnieją, że nie ma ich w nas. To, że ktoś mnie okłamuje całe życie, nie oznacza, że wartość, jaką jest prawda się dezawuuje, że w moim życiu nie ma prawdy. Ona mimo mojego doświadczania kłamstwa, jest we mnie nadal – mogę ją realizować, mogę mówić prawdę. Podobnie wolność – nawet jeśli ktoś/coś mnie ogranicza, nie odbiera mi to wolności wewnętrznej, o czym wiele pisał Frankl po swoim doświadczeniu pobytu w obozach koncentracyjnych. Prawdę, wolność, miłość można realizować w życiu, pomimo że sami nie doświadczamy tych wartości. 

 

– Sens np. miłości możemy doświadczać nie tylko ją otrzymując, ale też dając, co akurat może nie jest akcentowane we współczesnej kulturze. To wielka radość – dawać miłość. Może warto to podkreślać w wychowaniu młodych ludzi, zamiast utwierdzać ich w przekonaniu, że winni są tylko wynosić z relacji korzyści.

– W muzeum Viktora Frankla w Wiedniu jest instalacja, która obrazuje trochę to, co Pani powiedziała. Są w niej ruchome elementy, gdzie na jednej stronie zapisane są negatywne przekazy, np. Na świecie nie ma miłości. Kiedy się ten element obróci, czytamy: Ty bądź osobą, która wniesie miłość do tego świata. Kiedy w swoim gabinecie rozmawiam z osobą, która stwierdza, że nikt jej nie kocha, że rodzice jej nie kochali i zastanawia się, czy sama jest zdolna do miłości, odpowiadam jako logoterapeuta, że ten brak z przeszłości nie ogranicza, być może czyni go nawet wrażliwszym człowiekiem. W logoterapii nie ma determinizmu, który odbierałby nam wolność, nie eksponuje ograniczeń, które wynikają z biologii czy wychowania, a pokazuje, że w życiu mamy wybór postawy. Tę porażkę braku miłości, jakiej doświadczyliśmy, możemy przekuć w wartość i dawać miłość. Sens według Frankla może realizować się w jakimś dziele, np. dawania miłości, otuchy, pocieszenia. Tak zdarza się i znam takie osoby, które po stracie dziecka, założyły stowarzyszenia czy grupy wsparcia dla innych rodziców, którzy doświadczyli podobnej tragedii. Nie zamknęli się w rozpaczy na relacje z ludźmi, ale stali się dla innych podporą. Tacy rodzice często też mówią, że w tym dziele, jakim jest ta grupa wsparcia, pamięć o ich dziecku żyje.

 

– Logoterapia otwiera nas na przyszłość w przeciwieństwie do innych nurtów psychoterapeutycznych, które czasami mogą niejako więzić nas w przeszłości, np. niewystarczająco dobrym dzieciństwie, z którym bez końca się rozliczamy. To terapia optymistyczna, takie jest moje odczucie.

– W logoterapii egzystencję ludzką dzielimy na: przeszłość, czyli los i przyszłość, która jest możliwościami wyboru. Teraźniejszość to jest ten moment, w którym decyduję. Dziś wybieram, kim będę jutro. Przeszłość jest nieodwracalna. Niektórzy pacjenci marnują masę czasu i energii, chcąc zmienić właśnie ją. W przeszłości mogę znaleźć oczywiście odpowiedzi, dlaczego teraz coś się dzieje, ale sama w sobie nie podpowie, co zrobić tu i teraz. Frank mówił, że kiedy zaczyna nam brakować sensu w życiu (odpływ sensu), to odsłania się trudna przeszłość, porównując to do przypływu i odpływu oceanu. Podczas odpływu odsłania się dno – przeszłość – piaszczyste lub kamieniste, brudne lub czyste, ale bez względu na wszystko to nie dno jest przyczyna odpływu, bo to zjawisko przyrodnicze, zależne od wielu czynników. To nie przeszłość decyduje o naszym poczuciu braku sensu, tak jak dno nie decyduje o odpływie. Brak sensu wywołuje coś więcej, w przeszłości możemy tylko zobaczyć pewne fakty, może zranienia, winy, z którymi jesteśmy niepogodzeni. Trzeba to być może oczyścić, jak dno z nieczystości, ale nie tkwić w tym. Przeszłość też można porównać do piwnicy. To ważna część domu, od niej dom się zaczyna, tam są ważne instalacje, ale w piwnicy się na ogół nie mieszka. Tam schodzimy, kiedy trzeba coś np. naprawić.

 

– Na koniec podzielę się może takim osobistym doświadczeniem. Zawsze w maju, w miesiącu, w którym się urodziłam, mam takie poczucie radości, że jest mi dany kolejny maj, kolorowy pachnący. Cieszę się, że oto jestem ciągle częścią tego pięknego świata, że go doświadczam. Logoterapia do takiego doświadczania życia nas skłania, uznając je za sensotwórcze. Sens jest zatem nie tylko tam, gdzie tworzę, ale również w tym, czego doświadczam.

– Badając sens życia, odnosimy się do jego czterech wymiarów. Po pierwsze – celowości życia – jakie mam cele, po drugie – afirmacji życia, czyli pogodzenie się z tym, jakie życie jest, po trzecie – bilansowanie życia, czyli odnoszenie się do tego, co minęło i na koniec doświadczanie życia, np. celebrowanie chwil, kontakt z przyrodą, ten zachwyt nad majem, o którym Pani mówiła czy kontakt z przyjaciółmi. Sens możemy odkrywać w tym wszystkim, natomiast nie zbudujemy go tylko na jednym z tych obszarów. Na koniec może jeszcze wspomnę, że Frankl mówił o trzech kategoriach wartości – twórczych, kiedy coś tworzymy i dajemy światu (muzykę, dzieło literackie, kulinaria), wartości przeżyć i doznań, kiedy odbieram wartości, które oferuje świat i trzeci rodzaj – wartości postawy, kiedy np. osoba ciężko chora nie może dawać konkretnych rzeczy, nie może też odbierać tego, co świat daje, bo nie może uczestniczyć w tym życiu w sposób aktywny, ale może wybrać postawę wobec swojej choroby i ograniczeń, które się z nią wiążą.

 

– Wiele razy podczas naszej rozmowy pojawiło się pojęcie „świat wartości”, jako coś stałego, co daje poczucie sensu. Kończąc zaapelujemy, aby do tego świata wartości się zbliżyć, zdystansować natomiast od emocji i codziennie odkrywać sens życia?

– Ważne, abyśmy patrzyli na trzy wymiary w człowieku. Mamy ciało, psychikę i jesteśmy istotami duchowymi. Ważne jest ciało i sygnały z niego płynące, ważne są emocje, ale tak naprawdę to wymiar duchowy, egzystencjalny prowadzi nas do odkrycia sensu życia. Mówiąc obrazowo – to mój duch zarządza moją psychosomatyką, i żartobliwie – rano z łóżka to nie ciało ani emocje każą nam wstać, tylko właśnie duch i wartości, które czekają na zrealizowanie każdego dnia.

 

– Dziękuję za rozmowę!

Roman Solecki – doktor nauk społecznych, pedagog, profilaktyk, psychoterapeuta uzależnień, logoterapeuta i mediator. Pracownik Kliniki Psychiatrii Dorosłych, Dzieci i Młodzieży Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, adiunkt w katedrze Resocjalizacji i Penitencjarystyki UKEN w Krakowie, Dyrektor Krakowskiego Instytutu Logoterapii.