Pułapka „Siłaczki”

Pułapka „Siłaczki”

Katarzyna Bocheńska-Włostowska

 

Pamiętacie Stanisławę Bozowską? Tę od Żeromskiego, co to z kagańcem oświaty i misją w sercu biegała po zaspach, aż w końcu – spoiler sprzed stu lat – zmarła na tyfus w imię ideałów? Przez dekady polonistki uczyły nas, że to szczyt szlachetności. Tymczasem z punktu widzenia biologii ewolucyjnej i neurochemii, Bozowska nie była heroiną. Była ofiarą błędu poznawczego i skrajnie rozregulowanego układu współczulnego.

Dziś Siłaczka nie biega po śniegu do wiejskich dzieci. Dziś Siłaczka pije trzecią kawę o 16:00, odpisuje na maile w trakcie pieczenia bezglutenowego chleba i czuje dumę, gdy ktoś powie: „Nie wiem, jak ty to wszystko ogarniasz”. No cóż, nauka wie. Ogarniasz to na kredyt, którego odsetki są gorsze niż w parabankach.

Neurobiologia „Dawania Rady”

Kiedy romantyzujemy siłę, ignorujemy fakt, że nasze ciało nie odróżnia „ambitnego projektu w korpo” od „ataku tygrysa szablozębnego”. Gdy wchodzisz w tryb Siłaczki, Twoje nadnercza zaczynają produkować kortyzol i adrenalinę w ilościach hurtowych. To ewolucyjny mechanizm przetrwania, który miał nam pomóc uciec przed drapieżnikiem, a nie przetrwać dwa etaty i remont kuchni jednocześnie. Problem w tym, że kortyzol jest jak gość, który wpada na imprezę, wypija wszystko z lodówki i nie chce wyjść. Długotrwałe „bycie silną” prowadzi do zjawiska, które nauka nazywa obciążeniem allostatycznym. To po prostu zużycie organizmu wynikające z przewlekłego stresu. Twoje synapsy zaczynają przypominać stare kable od ładowarki – niby łączą, ale iskrzą i zaraz mogą przestać działać.

Multitasking to kłamstwo

Siłaczki kochają multitasking. Problem w tym, że ludzki mózg nie potrafi robić dwóch skomplikowanych rzeczy naraz. On się po prostu bardzo szybko przełącza (tzw. context switching). A fakt naukowy jest taki, że przełączanie się między zadaniami obniża efektywne IQ o około 10 punktów. To tak, jakbyś pracowała po nieprzespanej nocy. Kosztowny ten „profesjonalizm”, prawda?

Pułapka dopaminowa

Dlaczego tak trudno przestać być Siłaczką? Bo bycie dzielną uzależnia. Każde „Dziękuję, uratowałaś nas!” albo „Jesteś niesamowita” wyzwala strzał dopaminy – neuroprzekaźnika nagrody. Stajemy się „ćpunami sprawczości”. Budujemy tożsamość na byciu opoką, zapominając, że nawet opoka pod wpływem ciągłej erozji w końcu zamienia się w piasek.

Czas na „Słabostkę”

Nauka mówi jasno: odporność psychiczna (resilience) to nie jest umiejętność nieustannego przyjmowania ciosów. To zdolność do regeneracji. Zajrzyjmy do nauki ponownie. Prawo Yerkesa-Dodsona: Istnieje optymalny poziom pobudzenia. Powyżej pewnego punktu twoja wydajność spada na łeb, na szyję, choćbyś wypiła morze kawy. Twój organizm dąży do równowagi. Jeśli mu jej nie dasz, on sam ją sobie weźmie – zazwyczaj w formie grypy, która zetnie cię z nóg dokładnie wtedy, kiedy będziesz mieć najważniejszy termin w roku.

Romantyzowanie „Siłaczki” to prosta droga do wypalenia zawodowego i problemów z gospodarką hormonalną. Prawdziwa inteligencja (również ta biologiczna) polega na uznaniu własnych limitów. Bozowska umarła na tyfus, bo nie miała antybiotyków, ale my mamy wybór. Możemy przestać być pomnikami wytrwałości i zacząć być ludźmi. 

Bo wiesz, co jest bardziej sexy niż „dawanie rady”? Dobrze przespana noc i niski poziom kortyzolu. Tylko dlaczego tak to jest, że ja to wszystko wiem, a znów zarwałam noc?