Podróż bez fotografii
Agnieszka Wójcik
Pewna kobieta zapytała lekarza: „Czy istnieje lek na pamięć?”. Doktor wyjął z szuflady notatnik i wręczył pacjentce. Zaczęła pisać. O prostych rzeczach, które lubiła wykonywać, o przyjaźniach, zmieniających się kwiatach na parapetach i uśmiechach sąsiadów. Opisywała to, co kocha i to, co ją boli. W jej zapiskach pojawiały się wiersze, modlitwy, odbyte rozmowy i słowa niewypowiedziane. Ten list był jej przyjacielem. Przypominał o tym, o czym przestawała pamiętać. Coraz częściej zawieszała głos, nie kończyła zdań, rysowała pojedyncze znaki. Gdy nie mogła już pisać i czytać, gdy nie rozumiała otaczającego świata, a on nie rozumiał jej – przytulała swój pamiętnik tak, jakby tuliła do serca samą siebie, całe swoje życie. Dzięki temu znów była w domu wśród ukochanych kwiatów, znajomych twarzy.
Ta historia to dobra lekcja o docenianiu tego, co jest, czego się doświadcza, co jest dane do zauważenia, poczucia, dotknięcia, skosztowania. Dziś coraz rzadziej dla własnego użytku celebrujemy dary życia. Notatnikiem zdarzeń, wspomnień są media społecznościowe – miejsce, w którym nie ma intymności, dyskrecji, tajemnicy, wyłączności. Jest to świat na pokaz, w którym brakuje miejsca na niedoskonałość. Utrwala się natomiast nieosiągalną perfekcję. Trudno sobie wyobrazić podróż czy ważne wydarzenie bez aparatu, kamery. Coraz trudniej wyjść na spacer, zjeść posiłek bez uwiecznienia na zdjęciu każdego szczegółu spędzonego czasu. Zanim człowiek zdąży się ucieszyć chwilą, otrzymuje komentarze dotyczące wyglądu dania czy wyboru ścieżki, którą wybrał. Nie słucha siebie, swoich odczuć. Czeka na reakcję otoczenia. Zanim strawi ostatni kęs obiadu, dowiaduje się, że źle połączył składniki, niepoprawnie podał danie, niewystarczająco przyłożył się do gotowania.
Pośpiech kradnie refleksję
Gdy nie celebrujemy czasu w danym miejscu i nie zachowujemy dla siebie kadrów dnia – stajemy się zależni od komentarza innych. Pośpiech, by objawić światu szczegóły życia, kradnie ważny element ludzkiej egzystencji – refleksję. To, jak się czuję, zaczyna zależeć np. od liczby lajków. Dobry nastrój związany z przebywaniem w danym miejscu może zniknąć po odczytaniu pod zamieszczonym postem nieprzychylnych opinii.
Pewien amerykański dziennikarz wykonał fotografię osobom pozdrawiającym papieża Franciszka. Starsza kobieta opiera się o barierkę i uważnie przygląda nadchodzącemu papieżowi. Tłum ludzi jest skupiony na nagrywaniu tej sceny, robieniu zdjęć i relacji na żywo. Ta kobieta prezentuje i stosuje w praktyce postawę: żyć tu i teraz. Wielu współczesnych te słowa często wypowiada, ale gdy doświadczają ważnego wydarzenia lub wykonują prozaiczną czynność – odgradzają się telefonem od życia, które się dzieje.
W wielu miejscach można przeczytać, od wielu osób usłyszeć o wzroście tempa życia. W tych licznych rozważaniach nie brakuje refleksji dotyczącej skutków takiego funkcjonowania. Mówi się o wzroście chorób cywilizacyjnych, zgonach spowodowanych zawałami serca, wypaleniu zawodowym itp. Szuka się recept – zaleca się np. odpoczynek, wyjazd, zmianę pracy, naukę samoregulacji, terapię. Równolegle dostarcza się nowych powodów, by przyspieszyć.
Szukamy sposobu na zaoszczędzenie czasu: zakupy przez internet, gotowe jedzenie, kasy samoobsługowe, studia online, teleporady itp. Gdy wolny czas się pojawia – nie korzystamy z niego, by się zregenerować, ale wypełniamy po brzegi zajęciami, nadmiernym myśleniem o tym, co jest do załatwienia. Intensywny czas, który przeznaczamy na pracę i obowiązki, bodźce otoczenia rozregulowują ciało i psychikę. Jeśli nie dbamy o zrównoważenie, utykamy w trybie ciągłego działania, myślenia. To powoduje napięcie w ciele, choroby.
Ciągle musi się coś dziać
Od najmłodszych lat jesteśmy uczeni, że ciągle musi się coś dziać. Bajki, które prezentujemy dzieciom, mają szybkie tempo akcji, jaskrawe kolory, sceny zmieniają się dynamicznie. Postaci są krzykliwe, ciągle w akcji. Młodzi mają problemy z koncentracją, skupieniem uwagi na tym, co nie dostarcza im podobnych bodźców (nauka, słuchanie, rozmowa). Nie potrafią nauczyć się czytać. Stąd biorą się niektóre zaburzenia sensoryczne. Dzieci nie umieją przetwarzać informacji, ponieważ nie umieją ich wyodrębnić z całości, nie nadążają. Gdy tempo otoczenia zwalnia – często powtarzają: „nudzi mi się”. Ich nadmierna potrzeba stymulacji może prowadzić do uzależnienia od: „ciągle musi się coś dziać”. Wiele diagnoz mówiących o potrzebie kształcenia specjalnego to wynik nierównowagi między akcją a brakiem akcji. Jeśli jest wiele ujęć, mózg dziecka musi cały czas przetwarzać nowe informacje. Narażenie na nadmierną stymulację połączoną ze szkodliwymi treściami – które we współczesnych produkcjach dla dzieci są normą – jest sposobem na destrukcję, ponieważ zakłóca prawidłowy rozwój.
Cisza, spokój i stagnacja uwierają nie tylko najmłodszych. Starsi, mimo iż coraz częściej korzystają z miejsc odosobnienia, wyciszenia i regeneracji, karmią się treściami, których forma przekazu ma destrukcyjny wpływ na ich zdrowie. Modne krótkie relacje (rolki) to jeden ze sposobów na relaks i – jak wiele osób deklaruje – odmóżdżenie. Kryje się w tym słowie prawda dotycząca ludzkiego mózgu. Częsta stymulacja oferuje szybką nagrodę w postaci dopaminy. Ale osłabia umiejętność koncentracji i skupienia na pracy. Rozdrażnienie, poirytowanie i niechęć do monotonnych zadań to efekt uzależnienia swego samopoczucia od cyklicznych dawek regulatora nastroju, którym są różnorodne internetowe treści. Wzrasta liczba osób, które skarżą się na złe samopoczucie, niepokój, stany lękowe.
Popularnym efektem nadmiaru informacji jest mgła mózgowa. Zaburzenia w pracy mózgu mogą być wynikiem przemęczenia, stresu oraz nadmiernej stymulacji treściami. Serwisy informacyjne podają wiadomości w ekspresowym tempie. Wydaje się, jakby przeplatały treści w nielogiczny, chaotyczny sposób. Informację o tragicznym wypadku poprzedza radosna wiadomość o narodzeniu tygrysa w ZOO. Niemożliwym staje się wychwycenie i zapamiętanie tego, co ważne. Trudno też o refleksję nad tym, co się usłyszało, zobaczyło. Obrazy, słowa, tematy następują po sobie bardzo szybko. Gdy telewizor gaśnie – nie wiadomo, czy tygrys zginął, czy spowodował wypadek.
Oczekujemy szybkich reakcji
Przyzwyczajenie do szybkiego tempa, którego mózg się uczy od dzieciństwa sprawia, że oczekujemy od życia szybkich odpowiedzi, natychmiastowych rozwiązań. Przekraczamy prędkość, obwiniamy sprzedawców za długą kolejkę, wystawiamy negatywną opinię fast foodowi za podanie posiłku między trzecią a czwartą minutą od zamówienia. Absurd oczekiwań: szybciej! od razu! w tej chwili! bezzwłocznie!
Coraz więcej jest obietnic, że możemy coś osiągnąć w krótkim czasie i bez wysiłku, bez wychodzenia z domu. Gdy dochodzi do tego presja zaliczenia, zdobycia, rozwiązania czy odhaczenia czegoś bez trudu i szybko – pojawia się kolejna oferta kursu online, który upora się z problemami życia rodzinnego czy propozycja metody ćwiczeń, które pomogą na każdy rodzaj bólu. Propozycję pięciu skutecznych sposobów rozwiązania czegoś podbija za chwilę inna, która upora się z tym samym problemem w trzech krokach. Byle nie tracić czasu i szybko osiągnąć doskonałość. Pojawia się pytanie o jakość i skuteczność tych ofert.
Ostatnie sztuki na stanie!
Rynek konsumencki zalewają kolejne kampanie – manie konsumenckie. Trzeba kupić dziś do północy, ponieważ jutro promocji nie będzie. Człowiek nabiera się na te oferty. Kupuje bez zastanowienia, impulsywnie. Tak, jakby już nigdy nie mógł posiąść konkretnej rzeczy. Musi to zrobić szybko, bo licznik pokazuje, że produktu ubywa. Ostatnie sztuki na stanie. Kupuje, przymierza, robi zdjęcie, pisze post, sprzedaje lub wrzuca w kąt, do którego nie zajrzy przez najbliższy rok. Jest to typowy łańcuch zakupowy. Byle mieć to, co posiadają inni, wyprzedzić kolejnych chętnych, objawić światu, że jest się szczęśliwym posiadaczem kolejnej bezużytecznej rzeczy.
W kontraście do konsumpcjonizmu i kompulsywnego zdobywania pojawiają się kampanie społeczne promujące oszczędność, ponowne kreatywne wykorzystanie produktu. Jedne straszą przed nadużyciem zasobów, inne zachęcają, nazywając odzysk modnym. Wszystko znajdzie swoich zwolenników. Są to jednak akcje tymczasowe. Myślenie perspektywiczne jest zaburzone przez mechanizm szybkiej nagrody. Dlatego tak trudno zdobyć stabilnych propagatorów jakiejś idei. Mamy raczej do czynienia ze skrajnościami. Z jednej strony fanatycy – oddani sprawie bezkrytycznie, z drugiej – osoby niedążące do żadnego celu.
Bieg donikąd
Sposób, w jaki się prezentujemy, to suma codziennych wyborów. Niestety coraz rzadziej bierzemy odpowiedzialność za to, co robimy. Brak refleksji nad własnym życiem prowadzi do zagubienia i deformacji sposobu myślenia i działania. Dziś ludziom towarzyszy nieustanne poczucie presji. Mimo iż coraz częściej powtarzają zdanie „nic nie muszę, ale mogę”, nie realizują go w codzienności. Potrafią – kosztem własnego życia – dążyć do celu. Wyścig szczurów – choć ten zwrot znany jest od dawna, nie traci na popularności. To niekończąca się rywalizacja, która zaburza harmonię w ciele i umyśle. Dziś wypadałoby temu wyścigowi nadać inne imię, ponieważ coraz rzadziej widać metę na horyzoncie. Wyścig przerodził się we współczesnym świecie w bieg donikąd, a jego dystans wciąż się wydłuża.
Przyzwyczajenie do szybkich rozwiązań, krótkich komunikatów i niewysiłkowego przyswajania treści sprawia, że ludzie nie podejmują refleksji, nazywają tylko to, co jest na powierzchni, unikają konfrontacji z prawdą. Rodzą się nieporozumienia, dochodzi do konfliktów, ponieważ radzenie sobie z naturalnymi życiowymi sytuacjami (np. komunikowanie się z otoczeniem, przetwarzanie i rozumienie informacji) jest za trudne – nieosiągalne dla przesyconego treściami człowieka. Dlatego warto skorzystać z różnych metod nauki koncentracji, które pomagają w byciu skupionym, uważnym, dostrzegającym. Ważne jest zaangażowanie zmysłów. Nie trzeba skomplikowanych narzędzi, wystarczy udzielenie odpowiedzi na proste pytania: gdzie się teraz znajduję, co teraz widzę, co teraz słyszę, co teraz czuję?
Gdy człowiek jest w biegu, można podać wodę i zagrzać do walki o medal. Ale dopiero wtedy, gdy się zatrzyma i odzyska naturalny oddech – pojawia się przestrzeń spotkania. Pośpiech to nie tylko szybki, dynamiczny ruch ciała. To także przepływ myśli. Fizyczna stagnacja nie oznacza postoju, bywa pozornym bezruchem. Dlatego, oprócz zatrzymania ciała, należy szukać sposobów na uspokojenie wnętrza. Niektórym pomaga praca z obrazem, czyli patrzenie na świat taki, jaki jest – bez pryzmatów, filtrów i retuszu. Istnieje wiele propozycji arteterapeutycznych związanych z fotografią. Można też samemu sięgnąć do fotografii zrobionych w miejscach, na które się nie patrzyło, bo cała uwaga była skupiona na utrwaleniu obrazu aparatem. Warto zadać sobie te i podobne pytania: „Co widzę, co przyciąga moją uwagę? Co bym usłyszał, gdybym znalazł się w tym miejscu ponownie? Co się stanie, gdy tym obrazem potrząsnę lub zmienię jego ułożenie? Jak nazwę ten obraz? Co mogło się wydarzyć chwilę przed tą sceną?”. Dobre pytanie może pomóc w wyjściu z iluzji idealnego życia i odsłonić to, co zostało zakryte przez nadmiar bodźców, brak odpoczynku, przesyt treści, narzucone przez świat i siebie samego. Każde zatrzymanie to szansa na zrozumienie siebie i otoczenia.
Nieautentyczne obrazy
Dziś pojawia się wiele nieautentycznych obrazów, słów, filmów. Sztuczna inteligencja pomaga w wykreowaniu zdarzeń, które nie miały miejsca, rozmów, które się nie odbyły, postaci, które nie istnieją. Niedawno pojawił się wywiad z Wisławą Szymborską. Poetka, która nie żyje, przy pomocy sztucznej inteligencji, która opracowała jej głos, rozmawiała z wykreowaną (wirtualną) dziennikarką. Pojawia się wiele pytań o etykę, o nadużycie, prawo własności, dobra osobiste itp. Dziś wiele osób pracujących w różnych zawodach traci pracę, bo zostają zastąpieni przez sztuczną inteligencję. Oprócz korzyści finansowych firmy zyskują czas. Robot, maszyna, program komputerowy nie muszą odpoczywać, więc nic nie zmniejsza wydajności. Człowiek wykonuje podobną pracę w znacznie dłuższym czasie. Aby uniknąć utraty stanowiska, zaczyna pracować więcej, ciężej, dłużej. Wchodzi w tryb działania polegający na ciągłym: szybciej, bardziej, więcej. Zwiększone tempo prowadzi do zmęczenia, które przyczynia się do frustracji i spadku jakości wytworów.
Kto przystaje, ten przeszkadza
Gdy ktoś z tłumu ludzi wyłaniających się np. ze stacji metra nagle się zatrzyma – bywa traktowany jak przeszkoda na drodze. Brakuje wyrozumiałości dla tych, którzy zwalniają, rozglądają się, przystają. Coraz więcej osób, które prowadzą kanały np. na Instagramie obok treści, którą przekazują, wykonują inne czynności. Podczas dzielenia się swoją wiedzą – parzą kawę, malują się, pielęgnują psa, sprzątają. Odbiorca jest zdezorientowany – nie wie, na czym ma się skupić. Może to wynika z potrzeby zaoszczędzenia czasu lub chęci rozproszenia uwagi z powodu braku pomysłu na wartościową treść. Zdarza się, że jest to celowy zabieg, wciągający widza w konflikt między słowem a obrazem. Pojawia się rozdźwięk i przekonanie, że nie jest się w tej chwili najważniejszym. W wielu firmach została wprowadzona zasada pudełka – uczestnicy rozmowy odkładają w niewidoczne miejsce swoje telefony, by skoncentrować uwagę na drugiej osobie. Prowadzenie rozmowy i jednoczesna kontrola połączeń oraz wiadomości to nie tylko brak kultury, ale pozór oszczędzania czasu. W krótkim czasie można zmieścić wiele, ale warto się zastanowić nad jakością poszczególnych elementów.
Pośpiech – droga do przegapienia życia
XXI wiek to wiek pośpiechu, ponieważ życie człowieka jest podobne do rozpędzającego się pociągu z wiersza Tuwima. Najpierw powolne, obserwujące, ciekawe otoczenia, później dynamiczne i aktywne, by wreszcie stać się maszyną nie do zatrzymania – mimo ciężaru niesionego w sobie. Danuta Szaflarska podjęła taką refleksję. „Był taki czas, gdy ciągle się spieszyłam. Na przykład jechałam tramwajem i chciałam, żeby on jechał jeszcze szybciej. Miałam ten pośpiech w sobie. I nagle pomyślałam: Zaraz, dokąd ja się tak śpieszę? Przecież na końcu czeka na mnie trumna”. Aktorka zadała ważne pytanie – o cel pośpiechu, który wielu ludziom determinuje codzienność. Jest on pozorem obecności, drogą do tego, by przegapić życie.
W parkach Disneya obowiązuje zasada „nigdy nie puszczaj pierwszy”. Osoby wcielające się w bajkowe postaci mają zapewnić ich małym fanom poczucie bezpieczeństwa, bycia zauważonym i przyjętym poprzez tak długie przytulenie, jak potrzebuje tego dziecko. Tu nikt nie odmawia uścisku i nie traktuje go zdawkowo. Każdy ma czas. To ważna lekcja uważności, autentycznego wejścia w kontakt – bez pośpiechu i aparatu, który utrwali chwilę tylko w obrazie, ale ze śladem obecności i dobra pozostającym w pamięci. Gdy wybieramy się w daleką podróż lub w drogę przez kolejny dzień warto przystawać i się rozglądać. Nie szukać odpowiedzi, nie spieszyć się, by nadawać znaczenie, ale przypomnieć sobie słowa zespołu Dżem: „Chwila, która trwa, może być najlepszą z twoich chwil”.