(Nie) daj się uwieść słowom

(Nie) daj się uwieść słowom

Aleksandra Stolarczyk

Mądrość człowieka współczesnego polega na asertywności. Faktycznym objawem inteligencji w naszych czasach jest zdobywanie wiedzy i interesowanie się wiedzą, sprawdzanie tego, czego się dowiadujemy tak długo, jak jest to dla nas ważne, wygłaszanie opinii na podstawie swoich odczuć, a nie swoich idoli oraz innych ludzi. 

Ryszard Handke, definiując funkcje lektury, pisał: „Literatura to sztuka iluzji i nie oczekuje dociekliwego badania, lecz gotowości uczestnictwa w grze, którą proponuje”. (Podmiotowy wymiar…, 1998, s. 99) – każda gra wymaga od jej uczestników refleksu (intelektualnej sprawności), spostrzegawczości, wiedzy, dobrej pamięci (obowiązujących zasad, podjętych decyzji strategicznych), uczciwości. Gra „w” literaturę i „z” literaturą to wyzwanie niełatwe, bo Słowo – współtowarzysz tej rozgrywki – oczekuje zrozumienia dla prawdy fundamentalnej o swojej wartości (które konstytuuje obraz świata, w którym żyjemy).

Słowo na co dzień

W dniach 29 września – 3 października 2025 r. w całym kraju obchodziliśmy Tydzień Przeciwdziałania Przemocy Rówieśniczej, a raczej – gwoli uściślenia intencji działań podejmowanych na szerszą niż zwykle skalę – uwrażliwiania na problem niekontrolowanej lub wzbudzonej na trudnych emocjach agresji. 

W ramach akcji moi wychowankowie powiedzieli: „stop hejt!”, a przygotowane przez nich prace zobrazowały młodzieńczą refleksję nad słowem, które może boleć, skrzywdzić i zniszczyć. Poniższe przykłady z mojego (wychowawcy) archiwum prywatnego wizualizują osobiste spostrzeżenia grupy pierwszoklasistów szkoły ponadpodstawowej na temat wartości języka w walce z agresją przez język okazywaną. 

Słowo literackie

„mam za dużo słów w głowie za dużo//głów w słowie za dużo słów w sobie” (pisownia oryg. – dop. A.S.) – napisała Irma Julia Kowalska na łamach biuletynu literackiego „Strzępy” (2025, strona nienumerowana). W tym ogromie, a może raczej – nadmiarze – trzeba jednak znaleźć złoty środek na ujrzenie/zrozumienie w wielości treści siebie i Innych. Niepokój wyrażony Słowem – nieszczególnie patetycznym (jakże częsty frekwencyjnie w obiegu nieformalnym czasownik „mieć”, powtórzenia: „słowa”, „głowa”, ilość wyrażona przez „dużo”) – ale ujętym w ramy komunikatu poetyckiego – pozwala mi wrócić do literackiej gry, która zaprasza, by zrozumieć prostotę Słowa lub Jego zawoalowane za kontekstem znaczenie. 

Opowiada o nich młody poeta ukraiński, Maksym Zaplitny, którego poznałam za pośrednictwem ukraińskiego literaturoznawcy prof. Semena Abramowicza przy okazji wydania zbioru artysty – Księgi pieśni (wersja elektroniczna tomu ukazała się na: https://emic.com.pl/aktualnosci/poezja-w-drodze-glos-mlodego-pokolenia-ukrainskiego/). W niniejszym artykule pragnę przywołać fragmenty naszej rozmowy przeprowadzonej we wrześniu 2025 r., w której podjęliśmy problem literatury – poezji, która przecież nie musi – polemizując ze sławetną lekcją z Gombrowicza – zachwycać, ale może (nadal, jeszcze) znaczyć, o wartości Słowa, które dojrzewa w nas samych i dorastaniu do tego, by móc uczynić Go towarzyszem swojej zawodowej drogi:

Aleksandra Stolarczyk: Jesteś 28-letnim poetą, ale w swoich utworach kreujesz obraz dojrzałego „ja” lirycznego. Co wpłynęło na Twoje refleksyjne postrzeganie i tworzenie literatury?

Maksym Zaplitny: Zawsze wyróżniałem się większą wrażliwością, choć to dość niepraktyczna cecha – przeszkadza w prozie życia. Trzeba jednak pamiętać, że przecież nie wybieramy sobie rodzaju układu nerwowego, ostrości zmysłów, progu bólu. Właśnie dlatego własną refleksyjność postrzegałem nie jako stygmat, lecz jako klucz do drzwi, które należało odnaleźć. […] Poezja zdejmuje ze mnie maskę. Za to właśnie ją kocham. Ona zna mnie lepiej niż ja sam siebie. Mój sposób tworzenia jest raczej medytacyjny. Wymaga pokory wobec własnego „ja”, a czasem całkowitego od niego odstąpienia. Szczerze – to dość trudne poddać się woli innej siły, stać się jej przekaźnikiem. Istnieje ogromna różnica między „napisałem”, a „zostało napisane przeze mnie”. Trzeba to poczuć. Nigdy nie wiem, o czym będzie następny utwór, w jakim „języku” przemówi wiersz, jaką przybierze formę. Najtrudniejsze to pozwolić wierszowi mówić przez ciebie i nie przerywać jego głosu własnym „ja”: nie przerywać mu ani nie dodawać nic od siebie, gdy już ucichnie. Bo poezja nie służy tobie, ale to ty służysz jej. Gdybym czuł się „dyrygentem”, tworzyłbym zupełnie inną literaturę —
przesyconą romantycznym nastrojem, pełną pięknych pejzaży i harmonii. Chciałbym widzieć w poetyckim lustrze całkiem inne oblicze. Muszę jednak wpatrywać się w swoje — pełne egzystencjalnych zmarszczek i znużenia dekadencją. [...]

Kiedy zacząłeś pisać?

Piszę od najmłodszych lat szkolnych. Chyba wtedy, gdy poczułem, że potrafię. Do piętnastego roku życia nie było w tym żadnej refleksji. Pamiętam, że pisałem krótkie opowiadania, a potem nowele. […] Przechodziłem etapy: czytałem, pisałem, słuchałem i studiowałem teorię. To było jak dojrzewanie, niełatwe. W końcu spaliłem niemal wszystkie swoje zapiski (dzienniki, prozę i wiersze) w tej samej kuchni, gdzie je napisałem. Z tekstami elektronicznymi było łatwiej: usunąć i po sprawie. Teraz wiem, że to był błąd. Szkoda, że ta świadomość przyszła dopiero teraz. Z tamtego okresu (2013–2023) pozostało mi niewielkie archiwum. Dlatego Księga pieśni jest dla mnie początkiem drogi twórczej. Uważam, że prawdziwy debiut pisarski zaczyna się w momencie napisania książki i jej publikacji. Wszystko, co było wcześniej, to tylko próba generalna. […] 

Jeśli chodzi o wiek, w którym warto zacząć, myślę, że dopóki poezja sama nie zawoła człowieka, nie ma sensu się nią zajmować. W gruncie rzeczy, jeśli spojrzeć na pisanie wierszy obiektywnie, to dość osobliwe zajęcie: wymaga ogromu czasu, nerwów, skupienia i cierpliwości. [….]

Gdy zacząłem pisać Księgę pieśni, miałem dwadzieścia pięć lat. Na początku wydawało mi się, że wszystko przegapiłem i nie da się dogonić odjeżdżającego pociągu. Później zrozumiałem, że się myliłem. Wszystko dzieje się we właściwym czasie. […]

Tworzysz w czasie kryzysu, obserwujesz zło, jakie spadło na Twoją ojczyznę. Ten kryzys to rzeczywiście czas poetów?

„Czasy kryzysu to czasy poetów” – uważam, że bycie poetą to już samo w sobie osobisty kryzys. […]

Co chcesz przekazać w swoich utworach czytanych w czasie wojny?

Wojna to kwintesencja absurdu ludzkiego istnienia. W tym sensie człowiek udowodnił, że jest gorszy od… Trudno znaleźć istotę do porównania. Zabicie człowieka to najstraszniejszy czyn przeciw naturze i Bogu. Wojna w mojej poezji to wojna między dźwiękiem a ciszą, między białym płótnem a farbą, między byciem a niebyciem; wojna między ziemskim a niebiańskim, cielesnym a duchowym. W tym sensie całe nasze życie jest nieustanną absurdalną wojną. Właśnie absurd zachęca do buntu – przeciw ciszy, przeciw białemu płótnu milczenia… […]

Jak zachęciłbyś innych do czytania poezji?

Myślę, że tajemnica polega na tym, aby nikogo do niczego nie namawiać. Nikt mnie nie przekonywał, żebym zwrócił się ku poezji. Pewnego razu ją usłyszałem, Pamiętam, będąc jeszcze nastolatkiem, prosiłem ojca, żeby kupił mi tomik wierszy, który czytałem przy świetle lampy do późnej nocy… Nikt mnie do tego nie zmuszał. 

Który z Twoich utworów wydaje Ci się najtrafniejszym spostrzeżeniem na temat współczesnego świata?

A niebo nigdy nie kłamie (oryg. А небо — ніколи не бреше).. Ufaj mu. W przeciwieństwie do świata, ono nigdy cię nie opuści. Nigdy. 

(tłumaczenie: Liudmyla Vyshnevskia, korekta: autorka)

Na skrzyżowaniu…

… ulic zatłoczonych słowami, ulic pełnych Słów wzniosłych i słów mniej miłych dla ucha, ulic krzyczących słowami i kulturalnie oczekujących na zielone światło dla Słowa, warto zdać sobie sprawę z odpowiedzialności nałożonej na nadawcę (także – czytelnika) w formułowaniu i dekodowaniu komunikatu werbalnego: kompetencji, wysiłku (pracy), zaangażowania (emocjonalnego). W szacunku do Słowa i dla Słowa (poszukiwania Go) kryje się mądrość człowieka, o której mój uczeń, obecnie trzecioklasista liceum, napisał (zapis oryginalny, korekta językowa i interpunkcyjna – A.S.): 

Mądrość człowieka współczesnego polega na asertywności. Faktycznym objawem inteligencji w naszych czasach jest zdobywanie wiedzy i interesowanie się wiedzą, sprawdzanie tego, czego się dowiadujemy tak długo, jak jest to dla nas ważne, wygłaszanie opinii na podstawie swoich (podkreśl. ucznia) odczuć, a nie swoich idoli oraz innych ludzi. 

 
Aleksandra Stolarczyk – doktor nauk humanistycznych, nauczyciel języka polskiego w Toruńskim Technikum Informatycznym i Toruńskim Liceum Ogólnokształcącym, wychowawca, dyplomowany lektor języka polskiego jako obcego, egzaminator maturalny, certyfikowany koordynator ds. wsparcia uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi;