Chcę dla ciebie jak najlepiej

Chcę dla ciebie jak najlepiej

Katarzyna Bocheńska-Włostowska

Rodzicielstwo wymaga poświęcenia i aktywności, uważności i często (w jakimś stopniu) rezygnacji z własnych przyjemności. Oczywiście w tym momencie odzywają się ci, którzy powiedzą, że jako rodzice nie możemy rezygnować z samych siebie bo to źle pojęta miłość do dziecka. Zapraszam Państwa dzisiaj do świata dziecka, któremu dorośli zaplanowali świat. W poczuciu dobrze wypełnianej opieki wypełnili mu czas tak, że nie zostało miejsca na ich bliskie relacje. Stali się sobie dalecy, bo bliskość ich męczy i zobowiązuje do wspólnych działań. 

Zanim zamilknie dzwonek 

Pęd, pogoń za sukcesem dziecka bez pytania, czy ten sukces musi być na miarę Ani prymuski z klasy. Zajęcia pozalekcyjne, warsztaty, opieka fundacji, specjaliści, logopedzi, trenerzy, babcia, ciocia i sąsiadka. Oto często świat dziecka w roku szkolnym. Terminy, zadania, opieka powierzona innym. Mało wspólnego czasu. Bo to nas męczy, a zresztą, po co? I tak mija nam 10 miesięcy roku szkolnego. W razie kłopotów znajdziemy winnego. Nauczyciele źle uczą, są mało empatyczni, leniwi i nieodpowiednio przygotowani do zawodu. Sukces jest mój, a winni porażki wszyscy inni.

Gdy zamilknie dzwonek

Wakacje. Czas beztroski, słońca i rodzinnego wypoczynku. Przynajmniej w teorii. Dla wielu rodziców, zamiast upragnionej laby, lato staje się logistycznym koszmarem, a dla dzieci – kontynuacją wypełnionego po brzegi grafiku, niczym w roku szkolnym. Pod hasłem „chcę dla ciebie jak najlepiej” kryje się zjawisko, w którym dzieci są niczym gorący kartofel przerzucane z rąk do rąk – od półkolonii, przez obozy tematyczne, po zajęcia dodatkowe organizowane przez fundacje i stowarzyszenia. Dom staje się jedynie noclegownią.

Wakacyjny maraton zajęć

Rok temu tworzyłam na zamówienie pewnej instytucji ofertę wakacyjnych zajęć dla dzieci. I… najbardziej mnie zaskoczyło to, że mój zleceniodawca oczekiwał zajęć zaplanowanych od 9.00 rano do minimum 16.00, a najlepiej do 18.00. Kiedy zapytałam, ale jak to, przecież wakacyjne zajęcia mają być tylko chwilą rozrywki, otrzymałam odpowiedź, że takie są oczekiwania rynku. Nie dałam wiary, przygotowałam dwie oferty, i… okazało się, że oferta wypełniająca dzieciom dzień zajęciami do wieczora była rzeczywiście tą, którą wybierali rodzice. Powiecie Państwo, bo to skutek tego, że rodzice mają wakacje krótsze od dzieci. Częściowo to prawda, ale część z tych rodziców, która posłała dzieci na zajęcia, w tym czasie odpoczywała w domu. 

Rynek ofert odpowiada zapotrzebowaniu. To, co kiedyś było domeną jedynie nielicznych, dziś staje się powszechną praktyką. Biura podróży i organizatorzy półkolonii prześcigają się w ofertach, kusząc rodziców atrakcyjnymi programami. Od warsztatów robotyki, przez kursy języków obcych, po obozy survivalowe – możliwości są niemal nieograniczone. Wystarczy rzut oka na lokalne portale czy grupy rodzicielskie w mediach społecznościowych, aby dostrzec skalę tego zjawiska. Rodzice wzajemnie polecają sobie „sprawdzone” miejsca, chwaląc się, ile zajęć ma zaplanowanych ich pociecha. Często dzieci mają grafik tak napięty, że brakuje im czasu na swobodną zabawę czy spontaniczne spotkania z rówieśnikami.

Dobra wola czy presja?

Skąd bierze się ta potrzeba wypełniania dzieciom każdej wolnej chwili? Przyczyn jest wiele, a każda z nich wydaje się na pierwszy rzut oka logiczna i usprawiedliwiona:

  • Troska o rozwój dziecka. Rodzice szczerze wierzą, że dodatkowe zajęcia pomogą dziecku rozwinąć talenty, zdobyć nowe umiejętności i przygotować je na przyszłość. W świecie, w którym konkurencja jest ogromna, chcą dać swojemu dziecku jak najlepszy start.
  • Wyrzuty sumienia i presja otoczenia. Wielu rodziców, pracując na pełen etat, boryka się z brakiem czasu dla dzieci. Zapisywanie ich na zorganizowane zajęcia może być próbą zrekompensowania tej nieobecności. Do tego dochodzi presja społeczna – jeśli inne dzieci chodzą na zajęcia, to „nasze” też powinno.
  • Brak pomysłu na spędzanie czasu. Niektórzy rodzice po prostu nie wiedzą, jak zagospodarować wakacyjny czas dzieciom, lub obawiają się, że pozostawione same sobie będą się nudzić i spędzać godziny przed ekranem.
  • Wygoda i logistyka. Dla rodziców, którzy pracują, zorganizowane zajęcia to często jedyna możliwość zapewnienia dziecku opieki. Jest to wygodniejsze niż szukanie opiekunki czy proszenie o pomoc dziadków.
  • Obawa przed „straconym czasem”. Przekonanie, że każda chwila musi być produktywna i wykorzystana na rozwój. Beztroskie leniuchowanie jest postrzegane jako marnowanie cennego czasu.
  • Lenistwo rodzicielskie. Unikamy w ten sposób odpowiedzialności za dziecko i konieczności zajmowania się nim.
  • Darmowe nie tuczy. Wysyłamy dzieci na zajęcia wakacyjne i wyjazdy, bo byliśmy zaradni i uprzywilejowani i załatwiliśmy darmowe zajęcia i wyjazdy sponsorowane prze organizacje pożytku społecznego.

Skutki. Cena za „jak najlepsze”

Niestety, medal ma dwie strony. Nadmiar zajęć i ciągłe życie w biegu, nawet w wakacje, może mieć negatywne konsekwencje dla dzieci, a także dla relacji rodzinnych:

  • Przepracowanie i stres. Dzieci, podobnie jak dorośli, potrzebują czasu na regenerację. Ciągłe zajęcia, harmonogram i nowe wymagania mogą prowadzić do przemęczenia, frustracji, a nawet wypalenia. Wakacje powinny być czasem odpoczynku, a nie kolejnym wyścigiem.
  • Brak swobody i kreatywności. Zorganizowane zajęcia, choć cenne, często ograniczają spontaniczność i swobodę zabawy, która jest kluczowa dla rozwoju kreatywności, samodzielnego myślenia i rozwiązywania problemów.
  • Osłabienie więzi rodzinnych. Gdy dzieci są ciągle poza domem, brakuje czasu na wspólne posiłki, rozmowy, gry czy po prostu bycie razem. To właśnie te proste, niezorganizowane chwile budują silne więzi rodzinne.
  • Poczucie odrzucenia. Dziecko, które jest „podrzucane” z miejsca na miejsce, może czuć się niechciane, a nawet obciążające dla rodziców. Może to wpłynąć na jego poczucie własnej wartości i bezpieczeństwa.
  • Utrata radości z dzieciństwa. Dzieciństwo to czas na beztroskę, nudę i naukę radzenia sobie z nią. To czas na marzenia, budowanie baz w ogrodzie i długie godziny spędzone na niczym. Gdy każdy moment jest zaplanowany, ta radość może zostać utracona.

Przykład 1

Janek ma 10 lat. W wakacje rodzice zafundowali mu 3 razy kolonie po 2 tygodnie. Nic ich to nie kosztuje, bo są zaradni i są pod opieką różnych fundacji i stowarzyszeń. Janek będzie się przesiadać z autokaru do autokaru. Nawet o wyprawkę kolonijną nie musi się martwić, bo fundacje i oto zadbały. Gdyby zapytać Janka, co wie o swoich rodzicach, kiedy spędzali razem czas grając w warcaby, to próżno czekać odpowiedzi.

Przykład 2

Marysia ma 7 lat. Cały rok szkolny jest tylko odbierana ze szkoły przez opiekunkę i wożona na dodatkowe zajęcia. W wakacje rodzice tez dużo pracują, bo jak mówią ‘”musimy zadbać o godziwy start w życie naszego dziecka.” Marysia coraz częściej szuka przyjaźni w Internecie Jest inteligentna i potrafi poradzić sobie z wieloma sprawami. Ale z brakiem bliskości rodzicielskiej nie bardzo.

Przykład 3

Na lekcji w szkole podstawowej nauczyciel poprosił, aby dzieci napisały list o swoich marzeniach. Antoś napisał tak: „zazdroszczę Michałowi, znów wczoraj grał z swoim tatą w Chińczyka. Byli na lodach. Michał nie ma takiego ładnego domu jak ja, ale ma tatę”.

Zanim zapiszemy dziecko na kolejne zajęcia, warto zatrzymać się na chwilę i zadać sobie pytanie: czy to naprawdę dla niego najlepsze? Czy „jak najlepiej” nie oznacza po prostu… mniej czasu razem? Czasu na wspólne nicnierobienie, na spontaniczną przygodę, na nudę, która często jest matką kreatywności. Może czasem warto, aby w wakacje dzwonek zamilkł naprawdę, a dom stał się przestrzenią, w której dzieci po prostu są – z rodzicami, z rodzeństwem, z samymi sobą.